sobota, 2 lutego 2013

Oficerowie i konie



Kto nigdy nie posiadał własnego zwierzaka, nie wie, co to prawdziwa przyjaźń i oddanie. Jedni miewają psy, inni chomiki. Polscy oficerowie miewali nieco większych przyjaciół wśród zwierząt.
Mowa o koniach. Kto by ich nie kochał...
Piotr Jaźwiński zafascynowany wieloma historiami związanymi z tymi zwierzętami służącymi w polskiej armii napisał książkę pt: „Oficerowie i konie. Przyjaźń na śmierć i życie”, która wzbogacona została licznymi przedwojennymi fotografiami np. z ćwiczeń woltyżerskich lub konkursów skoków. Opowiedział w niej sporo anegdot z okresu wojny, gdy doskwierał głód tak samo zwierzętom jak i ludziom. Ciekawym wątkiem jest też pozyskiwanie koni do pułków. Niektóre z nich trafiały wraz z właścicielem, który był ochotnikiem, inne były zdobyczne.
Jako przykład całkiem nieoficjalnego uzupełnienia w konie może służyć wyczyn uł. Jaciaka w Gradyskach, który zameldował się w szwadronie z 11 końmi uprowadzonymi w nocy, po rozebraniu połowy ściany stodoły, gdzie stały konie austriackiego pułku artylerii”.
Jerzy Roch-Miśkiewicz tak opisał swego pierwszego rumaka:
„Było to zwierzę nieugięte w pysku, uparte aż do tępoty, o jakiejś niesłychanie rozwiniętej indywidualności, narzucającej jeźdźcowi swą wolę w sposób po prostu przygniatający. Dobrze jeszcze, że miała ta obmierzła szkapa na tyle przyzwoitości, że trzymała się jadącego szwadronu, nie wychylając się poza szyk ani o włos. Gdyby nie to – Bóg raczy wiedzieć, dokąd by mnie to konisko zawiozło.” Jak wynika z wielu różnorodnych sprawozdań, konie są takimi samymi indywidualistami jak ludzie. Ich zasługi niejednokrotnie bywały tak samo doniosłe jak ludzkie. W londyńskim kościele Saint Jude - on - the - Hill została wmurowana tablica upamiętniająca konie zabite podczas I Wojny  Światowej.
Bez względu na to, jak bardzo szkapa była układna czy uparta, wymagała dokładnej pielęgnacji. Surowo przestrzegali tego przełożeni. Tak to przedstawił autor: „Plutonowy Berent... zaczął się na nas niemiłosiernie wydzierać: - Nie śmie tu być żaden bajzel, żeby kostki wybijać z różnych paprochów, a nie tylko z własnego konia. Tych co kombinują, wsadzę do pierdla. Zrozumiano?!”
Książkę z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto chce się zająć hippiką lub już to robi. Z tej publikacji można się dowiedzieć wielu ciekawych spraw dotyczących tych mądrych zwierząt. Między innymi na przykład tego, jak się nimi opiekować i jaką mają psychikę, co jest pomocne przy bezpiecznym zaprzyjaźnianiu się z nimi. Na pewno z  pozycją tą powinni zapoznać się wszyscy, których fascynuje powieść wojenna. Przecież do niedawna koń był nierozerwalnie z nią związany jako jedyny środek transportu lądowego. Zwłaszcza polskie wojsko ma bogatą historię powiązaną z końmi. Do dziś wspomina się królewską husarię i śpiewa ułańskie piosenki.
Każdy Polak powinien poznać historię swojego kraju, a opowieści kawalerzystów Drugiej Rzeczpospolitej o koniach – swoich towarzyszach broni, zrobią to w sposób przyjemny. Tak opowiedziana historia zapadnie nawet dziecku głęboko w pamięć. 

 

16 komentarzy:

  1. Nie zapominajmy jednak losu Łyska z pokładu Idy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łysek to stworzenie godne pożałowania.

      Usuń
  2. koń jest w kulturze Białasów obłożony szczególnym tabu, tak jak pies czy kot... nigdy nie był hodowany do celów spożywczych, był współpracownikiem, partnerem, wręcz obiektem kultu nawet...
    dlatego rozumiem szczególną estymę do konia, która darzą go ludzie przebywający z nim na co dzień...
    osobiście nie mam oporów przed zjedzeniem konia... bardzo zdrowe mięso, maksimum białka, minimum tłuszczu... opory mam tylko, gdy słyszę jak konie bywają brutalnie gładzone do celów spożywczych...
    no, ale ja w kawalerii nie służyłem, nie pracowałem też w stadninie, więc mam takie podejście, nie inne...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardzo sobie chwalę koninę. Załuję, że nie jest ogólnie dostępna w marketach.

      Usuń
  3. Z przyjemnością czytam opowieści Wachmistrza, bo wiedza moja nie jest za wielka. Z końmi wiąże się moje wspomnienie z dzieciństwa i jaki los spotkał naszego konia. Kiedyś o tym napisze. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że nie zapomniałaś o mnie, choć ja się ostatnio nie pokazuję. Onet mnie pozbawił całej radości z pisania. Muszę się zebrać i dokończyć przenoszenie bloga, a wtedy pewnie będę tu częściej.

      Usuń
  4. Ośmielę się nie zgodzić... Miałam hipoterapię, z której wyniosłam głównie, że konie gryzą, plują i są nieprzewidywalne :P Nawet dwie szefowe twierdziły, że koń owszem, będzie posłuszny człowiekowi, ale nigdy się specjalnie nie przywiąże. To my, ludzie je idealizujemy ze względu na majestatyczny wygląd i trwające od wieków udomowienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo koń to żywe stworzenie i każdy jest inny jak człowiek. Miałam już wiele psów w życiu, ale każdy był zupełnie inny od pozostałych. Widocznie trafiłaś na jakiegoś ogiera z fanaberiami....:)

      Usuń
  5. Konie, to niezwykłe zwierzęta. I przyznam szczerze, że zaintrygowałaś mnie tą lekturą, z przyjemnością po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwię się, że jeszcze są osoby, które interesują takie książki.

      Usuń
  6. Osobiście do koni mam wielka estymę i chyba zakodowaną miłość w genach.
    Podziwiam je. Pewnie fascynacja nimi wypływa z opowieści rodziców i wychowania na albumach galerii wielkich polskich malarzy w dzieciństwie:)). Tak, i w moim sercu są także nierozłącznie związane z patriotycznymi zrywami w walce o odzyskanie wolności. A ogólnie nie można im odmówić gracji, szlachetnego piękna i trudnej do określenia empatii, która na ich widok gra w sercu.
    Ja także przebywam na blogspocie z tematyką polityczną, ale przymierzam się do wznowienia na starym blog.onecie.pl liryki./choć doprawdy - nie wiem, czy będe go umiała obsługiwać/. Nie odzywałam się przez dłuższy czas, bo komp miał usterkę, a mianowicie - tylko na blogspocie nie wysyłał komentarzy, które ulatywały w kosmos.A i teraz sprawia tę niespodziankę, więc najpierw kopiuję swój wpis, i dopiero wysyłam.Cieszę się, że wreszcie nawiązałam kontakt.:)) Sedeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że się odezwałaś, ale ja się nie mogę zebrać do regularnego powrotu do sieci. Onet odebrał mi radość blogowania i pisania....:( Staram się, ale nie wiem kiedy uda mi się w końcu cały blog przenieść.

      Usuń
  7. Biegnący koń - piękny widok...

    W dzieciństwie miałam częsty kontakt z tym dostojnym zwierzęciem, dziś, niestety, już żadnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babka na wsi miała konie i za dzieciaka jeździliśmy na nich jeszcze w wojskowym siodle z okresu II Wojny Światowej.

      Usuń
  8. W miejscu gdzie się urodziłem koń był pracownikiem, i bez niego życie rodziny bywało trudne, więc każda rodzina zazwyczaj go miała. W sporym stopniu tak tam jest do dzisiaj. Kiedyś zapytałem kuzyna dlaczego jeszcze ma konia, skoro gospodarstwo jest całkiem nieźle zmechanizowane. Powiedział mi, że teraz to trochę z sentymentu, ale bywają miejsca gdzie żadne urządzenia nie dojadą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo długi czas z sentymentu konie trzymała moja babka.

      Usuń